Pragmata – recenzja. Więcej Resident Evil niż się spodziewasz

Pragmata - scena z gry
plusy
  • Wyjątkowo intrygująca, mocno tajemnicza fabuła
  • Nietypowy system walki wymagający sporej podzielności uwagi
  • Ciekawie zaprojektowane lokacje (i biomy) ze sporą liczbą zagadek przestrzennych
  • Bardzo autentyczne relacje między dwójką bohaterów
  • Pomysłowy przegląd przeciwników i świetny projekt bossów
  • Sukcesywne dodawanie nowych mechanik i uzbrojenia potrafi przyspawać do gry na długo
  • Fenomenalny klimat
  • Świetna oprawa audiowizualna
  • Polska kinowa wersja językowa
minusy
  • W mocno rozbudowywanych systemach umiejętności i hakowania można łatwo się pogubić
  • Dość duża schematyczność rozgrywki nie każdemu może przypaść do gustu
  • Spora „sterylność” lokacji
  • Z czasem można odnieść wrażenie, że rozgrywka jest wydłużana nieco na siłę
ocena
8
/
10

Chyba nie będzie wielką niespodzianką, jeśli powiem, że Capcom znów dorzucił do pieca. I to całkiem sporą szuflą, bo Pragmata okazała się zaskakująco miłym doświadczeniem – takim, w którym momentami czuć bardzo wyraźne DNA ostatnio wydanego Resident Evil Requiem. Niektórzy powiedzą pewnie teraz, że sukcesu tego tytułu można było się spodziewać – w końcu Capcom w ostatnich miesiącach wyjątkowo mocno dba o jakość swoich nowych produkcji. Pragmata jest jednak zupełnie inna. Raz, że to całkowicie nowa marka w portfolio japońskiej firmy, a dwa – że to gra, która po pierwszej zapowiedzi dosłownie zniknęła na pięć długich lat. Jej pojawienie się po tak długim czasie wcale nie musiało automatycznie oznaczać, że oto kroi nam się spory hit. Szczególnie że twórcy wyjątkowo ambitnie podeszli tutaj do rozgrywki, serwując nam… kooperację dla jednego gracza. Brzmi oryginalnie, prawda?

Żeby jednak była jasność – Pragmata nie jest survival horrorem. W tej grze nie trzeba z niepokojem spoglądać na pasek zdrowia i kurczący się zapas amunicji „w plecaku”. Nie ma też nieustannego poczucia grozy i bezradności, którą pięknie podkreśliła najnowsza odsłona Resident Evil. Skąd zatem wzięło się porównanie tych gier w tytule recenzji? A choćby stąd, że podstawy rozgrywki wydają się tu bardzo podobne. W obu grach pojawia się pewne centralne, bezpieczne miejsce, do którego ustawicznie wracamy. W obu rozgrywka toczy się od starcia do starcia, z występującymi tu i ówdzie bardziej wymagającymi bossami. I w obu, pośród klimatycznych miejscówek, poukrywano masę pomysłowych łamigłówek z wyjątkowo pomocnymi nagrodami. Na szczęście Pragmata ma jeszcze coś, czego ostatni Resident z pewnością nie ma – naprawdę oryginalny pomysł na walkę… który niestety nie wszystkim może się spodobać.

Pragmata recenzja gry

Pragmata – co to jest za gra?

Wbrew pozorom nie tak łatwo sklasyfikować Pragmatę. Gdy w 2020 roku Capcom zapowiadał ten tytuł skojarzenia z przygodową grą akcji nasuwały się dość naturalnie. I choć ostatecznie nadal mamy tu mieszaninę emocjonującej akcji i futurystycznej przygody, to jednak unikalna mechanika walki, w której liczy się nie tylko zręczność, ale i mocne kombinowanie, powoduje, że Pragmata wymyka się klasycznemu podporządkowaniu. Najprościej rzecz ujmując – ta gra to jedna wielka łamigłówka ze sporą domieszką całkiem widowiskowej przygody.

Pragmata grafika

No dobrze, może nieco za bardzo to uogólniłem. W Pragmatę gra się dość podobnie do ostatniego Residenta – z myszkowaniem po kolejnych pomieszczeniach, odkrywaniem tajemnicy i zdobywaniem nowego sprzętu. Różnica? Olbrzymi, księżycowy kompleks, w którym rozpanoszyła się zbuntowana AI i dwójka bohaterów, którzy wzajemnie się uzupełniają. Normalnie sterujemy odzianym w egzoszkielet kosmicznym inżynierem, podczas gdy znajdująca się na jego plecach dziewczynka-android hakuje zamki i… przeciwników.

Pragmata recenzja

Nic nie jest tu jednak automatyczne. Każde hakowanie jest więc swoistą minigrą – logiczną zagadką, którą w pośpiechu trzeba rozwikłać. I to nie raz, bo podczas walki takich włamów musimy przeprowadzić nawet kilkanaście. I wierzcie lub nie, z każdą godziną gry ta mechanika robi się coraz bardziej skomplikowana.

Pragmata strzelanie

Pragmata – ile trwa przejście gry?

Pod względem czasu gry Pragmata raczej nie wychodzi przed szereg, oferując dość „klasyczne” dla przygodowych gier akcji 15-20 godzin rozrywki. Oczywiście wszystko zależy tu od naszego stylu gry i umiejętności adaptacji. Jeśli szybko opanujecie zasady rządzące hakowaniem, znajdziecie pasujący Wam zestaw umiejętności i zrozumiecie, jak działa tutejszy arsenał, być może uda Wam ukończyć główny wątek nieco szybciej. Twórcy zadbali jednak, by pośpiech wiązał się z dużo większym wzywaniem. W jaki sposób? O tym za chwilę. Jedno jest jednak pewne – jeśli zamierzacie ukończyć wszystkie dostępne misje, znaleźć każdą „znajdźkę”, otworzyć każdy sejf i odblokować cały dostępny arsenał, powinniście doliczyć do tego czasu kilka dodatkowych godzin.

Pragmata boss

O czym opowiada Pragmata?

Na pierwszy rzut oka fabuła gry nie wydaje się szczególnie odkrywcza. Oto wysłany z Ziemi zespół techników, przybywa do bazy księżycowej – Bastionu, by przeprowadzić rutynową kontrolę. Nie jest to jednak zwykły kompleks księżycowy, a pionierska konstrukcja, którą w całości wydrukowano z nici lunarytu – specjalnego materiału odkrytego na Srebrnym Globie. I choć na początku nic nie zwiastuje katastrofy (no prawie nic, bo specjalistów nikt na stacji nie wita), wydarzenia szybko przybierają zły obrót. W efekcie nasz bohater o imieniu Hugh zostaje sam.

Pragmata fabuła

Pragmata baza księżycowa

Nieprzytomnego i rannego znajduje mała dziewczynka, która jak się szybko okazuje jest najnowocześniejszym androidem o emocjach dziecka. Dzięki niej nasz bohater staje na nogi, by razem przeciwstawić się zbuntowanej sztucznej inteligencji IDUS. Jednym słowem – klasyka. Ale tylko na pierwszy rzut oka, bo nie wszystko wygląda tu tak, jak mogłoby się wydawać. Nie chcę za bardzo zdradzać fabularnych twistów, których jest w tej grze nie brakuje. Dość powiedzieć, że wspólna „podróż” Hugh i Diany (bo takie imię otrzymuje dziewczynka od naszego bohatera) przez kolejne sektory i biomy Bastionu, to nie tylko walka z kolejnymi zastępami coraz to silniejszych robotów, ale też obserwowanie budującej się między nimi niezwykłej relacji.

Pragmata screenshot

Pragmata Hugh Diana

Hugh tłumaczący Dianie, czym są marzenia, ludzka dusza czy miłość rodzica do dziecka ma w sobie coś absolutnie wyjątkowego. Nie wiem tylko, czy każdy odbierze to podobnie jak ja. Dla młodszych graczy mogą to być jedynie jałowe rozmowy o niczym, dla starszych – coś, co potrafi skłonić do niejednej refleksji.

Pragmata historia

Wszystko jest zagadką, czyli rozgrywka w Pragmata

Choć brzmi to jak to hasło reklamowe jakiegoś pokręconego filmu, Pragmata świetnie się w nie wpisuje. Niby mamy tu dobrze znane już przeczesywanie korytarzy opuszczonej, kosmicznej bazy, w której tajemnica goni tajemnice, a uzbrojeni strażnicy gonią nas, a jednak konstrukcja gry sprawia, że wszystko przypomina tu łamigłówkę. Lokacje pełne są najróżniejszych sekretów, które nierzadko wymagają obmyślenia sposobu, jak się do nich dostać. Mogą to być ukryte, holograficzne ściany albo odpowiednio ułożone, zautomatyzowane skrzynie. A że pomysłowość twórców rośnie z każdym kolejno odwiedzanym sektorem, coraz więcej czasu poświęcamy na kombinowanie. I nie, nie jest to działanie czysto opcjonalne, zależne tylko od naszego „widzimisię”. A przynajmniej nie tak do końca.

Pragmata mapa sektora Bastionu

Pragmata hologramy

Dokładnie eksplorując kolejne lokacje i rozwiązując poumieszczane tam zagadki przestrzenne znajdujemy nie tylko tutejszą walutę, czyli nić lunarytu, która pozwoli nam wydrukować ulepszenia do poszczególnych broni, odblokować kolejne rangi umiejętności i poprawić hakowanie, ale też pozyskać nowe zdolności i części potrzebne do rozwoju pancerza, podstawowego „gnata” oraz samej Diany. Wierzcie lub nie, ale z czasem Pragmata wręcz wymaga od nas szybkiego „rozwijania” postaci, bo z każdą strefą przeciwnicy stają się coraz mocniejsi, a same starcia są wieloetapowe. Przypomina o tym zresztą nasza pomocnica – Diana, która po przegranej walce dokonuje błyskawicznej analizy, podrzucając na koniec istotną poradę.

Pragmata analiza po przegranej

I tak dochodzimy do rzeczy najistotniejszej, czyli tego, jak w Pragmata wygląda walka. Co prawda wcześniej już o tym wspominałem, ale ta mechanika jest tak złożona, że grzechem byłoby dokładniej jej nie objaśnić. Zacznijmy od tego, że nasi przeciwnicy są zazwyczaj silnie opancerzeni, przez co „zwyczajne” strzelanie do nich z broni nie ma wielkiego sensu. I tu na scenę wkracza Diana ze swoją zdolnością hakowania maszyn i przeciążania ich systemów. Zdolnością, którą każdorazowo musimy sami aktywować i sami dokonać włamania. W prawym, górnym rogu ekranu pojawia się wówczas specjalna matryca hakowania, mająca postać siatki złożonej z kwadratów. Nasze zadanie – przeprowadzić matowy kwadracik do zielonego włącznika. Proste? Tylko z pozoru.

Pragamata matryca hakowania

W czasie rozgrywki trudność „zabawy” w hakowanie rośnie z każdą godziną. Nie dość bowiem, że w zależności od przeciwnika matryca może mieć różne kształty, to jeszcze pojawiają się na niej wymagające obejścia zamknięte obszary, a także cała masa różnych kolorowych symboli tzw. węzłów hakowania. To właśnie one robią tu największą robotę, aktywując najróżniejsze statusy. Niestety mogą też być źródłem coraz większego zamętu. Nie powiedziałem bowiem o rzeczy najważniejszej – podczas przeprowadzania kursora, którym na PS5 sterujemy przy pomocy kółka, kwadratu, trójkąta i krzyżyka, rozgrywka wcale się nie zatrzymuje, a jedynie nieco zwalnia.

Pragmata starcie z hakowaniem

Pewnie myślicie sobie teraz, że to mało istotny szczegół, co? No to wyobraźcie sobie taką sytuacje – szarżują na Was dwa humanoidalne roboty, a latający strażnik właśnie wystrzelił w Waszym kierunku pocisk sterowany. Cztery ruchome cele i jedna odpalona matryca hakowania. Jeśli w porę nie użyjecie uniku, walka może skończyć się szybciej niż się zaczęła. Presja czasowa jest tu zatem ogromna. Bez dobrej znajomości dostępnych węzłów hakowania (i trybów, bo i one potrafią tu nieco namieszać) też niewiele tu zdziałacie. Dlaczego? Bo każdy z nich w inny sposób wpływa na przeciwnika, a ich efektywne wykorzystanie potrafi nierzadko zdecydować o wygranej, bądź przegranej w danym starciu.

Pragmata finiszer

Na całe szczęście Pragmata nie karze nas za przegraną walkę. Zamiast końca gry po prostu przerzucani jesteśmy do Azylu – centralnego, bezpiecznego huba, do którego wracamy między kolejnymi etapami przygody i w którym rozwijamy naszą postać, rozmawiamy z Dianą i bawimy się w zdobywanie pieczątek u tutejszego opiekuna. Co najważniejsze, taki dramatyczny powrót nie oznacza utraty znalezionych przedmiotów. Z pewnością wymagać będzie jednak ponownego przedzierania się przez wcześniej pokonanych już przeciwników. To samo zresztą czeka nas przy każdym cofaniu się do odwiedzonych obszarów. Ot branżowy standard, by gracz nie mógł się nudzić.

Pragmata Azyl

Pragmata ulepszanie postaci

Sterylnie, ale z klimatem, czyli słów kilka o oprawie Pragmaty

Pamiętacie nasze zachwyty nad oprawą wizualną Resident Evil Requiem? No to podobne pieśni pochwalne można wznosić na część Pragmaty. Przerywniki filmowe to momentami już niemal jakość kinowa. Równie genialnie prezentują się twarze postaci, szczególnie Diany z rozwianymi włosami. Najnowsza wersja RE Engine robi świetną robotę, nawet jeśli same lokacje prezentują się tu dużo skromniej. Co prawda futurystyczny klimat wymusił tu dużo większą „sterylność” poszczególnych miejscówek, ale zdarzają się lokacje, takie jak choćby „wydrukowana” ulica Nowego Jorku, która potrafi wzbudzić szczery zachwyt. A przynajmniej do czasu, gdy nie zaczniemy przyglądać się szczegółom.

Pragmata Nowy Jork

Pragmata grafika

Wielkie brawa należy się też twórcom za udźwiękowienie. I nie chodzi jedynie o świetny angielski dubbing (ważna informacje – Pragmata oferuje polskie napisy i spolszczenie wszystkich opisów i tekstów w grze), ale także o wszystkie dochodzące nas dźwięki. Idealny przykład? Poukrywane tu i ówdzie figurki, które da się „namierzyć” kierując się słuchem.

v

Pragmata – czy warto zagrać?

Po tylu zachwytach odpowiedź może tu być tylko jedna – jak najbardziej warto. Ale czy Pragmata faktycznie nam się spodoba? Z tym może być już znacznie trudniej. Rozgrywka jest tu tak specyficzna, że niektórzy szybko mogą poczuć przesyt kombinowania i najzwyczajniej w świecie odbić się od gry już na samym początku. Podzielność uwagi jest tu więcej niż wymagana. Sporo zależy też od szybkości reakcji, a nic tak nie frustruje, jak kolejna „przegrana” minigierka w uwalnianie się z uścisku robota-pająka. W efekcie Pragmata wyląduje zapewne na niejednej kupce wstydu. A szkoda, bo to naprawdę zacna gierka i jedna z niewielu wysokobudżetowych, naprawdę oryginalnych produkcji. Dajcie jej szansę, a może nawet kilka, bo ta przygoda z pewnością zapadnie Wam w pamięć.

Pragmata - animacje twarzy

Egzemplarz gry Pragmata w wersji PlayStation 5, na potrzeby niniejszej recenzji, otrzymaliśmy bezpłatnie do jej polskiego dystrybutora – firmy Cenega.

Komenatarze

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Komentarze są dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.
Logowanie lub darmowa rejestracja.

Zobacz też…

Najnowsze