Jedna z najlepszych ekranizacji gier! Resident Evil – recenzja filmu

Resident Evil 2026 recenzja filmu
plusy
  • Mroczna, groteskowa wręcz atmosfera
  • Austin Abrams potrafiący ukraść show
  • Muzyka, od której ciarki przechodzą po plecach
  • Czarny humor rozładowujący nadmiar napięcia
minusy
  • Czasami autorzy przeginają z żartami
  • Zgodność z uniwersum gry dość umowna
ocena
8
/
10

Świeżo po seansie mogę napisać, że jest to najlepsza adaptacja filmowa serii gier “Resident Evil” w historii… co niestety niewiele Wam zapewne powie.
Ale od początku.

Bryan Hodukavich (w tej roli brawurowy Austin Abrams) jest kurierem medycznym, który na co dzień przewozi między szpitalami organy do przeszczepów. Kiedy pewnej zimowej nocy dowiaduje się, że jego partnerka jest w ciąży, postanawia przyjąć jeszcze jedno zlecenie, aby uniknąć konfrontacji z życiową prozą. Kierunek zlecenia – szpital w Racoon City. Już niebawem perspektywa zmiany bąbelkowych pieluch wyda się naszemu bohaterowi sielanką…

Resident Evil film

Po drodze pech nie przestaje prześladować Brayana. Podczas jazdy po ośnieżonej, górskiej trasie na chwilę traci czujność i potrąca kobietę. Teraz już nie tylko tajemnicza przesyłka musi dotrzeć do szpitala! Droga do Raccon City okaże się jednak o wiele dłuższa i obfitująca w dramatyczne wydarzenia niż na początku mogło się wydawać…

Czas błędów i wypaczeń

Pamiętam, że już kiedy grałem w “jedynkę” Resident Evil na PSX jakieś, bagatelka, trzydzieści lat temu (Christ, I’m old! :)) myślałem sobie: “z tego mógłby wyjść niezły filmowy horror”. Uzbrojeni komandosi, hordy zombie, tajemnicza posiadłość – historia praktycznie sama się pisze! Dwanaście adaptacji filmowych (liczę również te w CG) i jeden serial później, miałem ochotę ugryźć się w język.

Resident Evil 2026

Co dotychczas zawodziło? Cóż, już pierwsze ekranizacje “Residenta” autorstwa Paula W. S. Andersona doskonale pokazały, że narracyjne środki, które dobrze działają w grach wideo, nie sprawdzają się w filmach, a gatunek horroru nie jest tu wyjątkiem. Specyficzne poczucie humoru, sposób budowania napięcia, no i eksploracja świata — to wszystko, co znamy i kochamy w grach z serii “Resident Evil”, ciężko jest przełożyć na język filmowy, gdzie zamiast uczestników jesteśmy widzami wydarzeń.

Nowa nadzieja

Kiedy więc dowiedziałem się, że za kolejne podejście do ekranizacji Resident Evil ma odpowiadać Zach Cregger, poczułem przypływ nadziei. To sprawny, uznany reżyser (ma na koncie takie obrazy jak “Barbarzyńcy” czy “Zniknięcia”), który ma swój własny, unikatowy pomysł na horrory i lubi chadzać własnymi szlakami. Już same korzenie tego twórcy w kinie niezależnym sugerowały, że nie będzie się on trzymać kurczowo growego oryginału. Teraz Cregger dostaje za to, co prawda, trochę po głowie fanów serii — ale co tam! W końcu ostatnia adaptacja gry, “Resident Evil: Witajcie w Raccoon City”, próbowała się wiernie trzymać jej fabuły, a wyszło, jak wyszło…

Resident Evil recenzja filmu

Jaki jest więc ostatecznie film „Resident Evil” z 2026 roku? Już na wstępie uspokajam — jest całkiem niezły. W odróżnieniu od swoich poprzedników reżyser nie stara się łapać zbyt wielu srok za ogon; zamiast zbiorowego bohatera mamy tu dramat jednej osoby, która dostała się w sam środek koszmaru. To z perspektywy nieco gamoniowatego Bryana Hodukavicha oglądamy świat pogrążony w chaosie spowodowanym przez tajemniczego wirusa. Tu każde ugryzienie może się okazać śmiertelne. Dlatego choć katastrofa w Racoon City ma epickie proporcje, sam film jest, jak to u Creggera, dość kameralny, miejscami wręcz duszny.

Między powagą a żartem

recenzja filmu Resident Evil

Jego nastrój świetnie oddają plakaty, w których pośród ciemności widzimy tylko niewielki, oświetlony fragment sceny. To właśnie w słabej poświecie tego ostatniego kryje się cały dramat desperackiego położenia bohatera, który przez większość czasu nie wie, co czai się w ciemności dosłownie kilka metrów od niego. Nastrój zagrożenia dopełnia świetna muzyka braci Holladay, w której brzmieniu słychać klasyków horroru, takich jak John Carpenter.

Ale w historii Creggera jest jeszcze coś więcej niż mrok i zwierzęcy strach przed nieznanym. Tu właśnie docieramy do aspektu owej adaptacji, która dla jednych widzów będzie jej największą zaletą, a dla innych zapewne sporym mankamentem. Cregger uwielbia groteskę i czarny humor, dlatego na sali kinowej równie często jak krzyki przerażenia słyszałem głośne salwy śmiechu.

film Resident Evil recenzja

Podobnie swobodne podejście ma reżyser do growego lore’u. W trakcie filmu Resident Evil (2026) zobaczycie mnóstwo hołdów dla elementów znanych z serii gier “Resident Evil” (mały spoiler – nawet save point z maszyną do pisania nie zostanie Wam oszczędzony ;)). Jednak już samo ujęcie tego, jak działa wirus, którego znamy z gier, może niektórych purystów serii przyprawić o zgrzytanie zębami. Cóż, moi drodzy, coś za coś.

film Resident Evil 2026 recenzja

Wynik testu pozytywny

Kiedy więc przychodzi mi wystawić ostateczną ocenę filmu Resident Evil 2026, jestem trochę na rozdrożu. Muszę rozważyć, czy jestem po stronie odważnych, spontanicznych twórców, czy też rzemieślników, którym zależy na precyzyjnym oddaniu tego, co przez lata poznaliśmy w kultowej serii gier wideo. A niech mnie! Z małym zaskoczeniem odkrywam, że dzisiaj jestem w tej pierwszej drużynie.

recenzja filmu Resident Evil 2026

Komenatarze

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Komentarze są dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.
Logowanie lub darmowa rejestracja.

Zobacz też…

Najnowsze