Ta gra jest zbyt straszna? Resident Evil Requiem – recenzja

Resident Evil Requiem - Grace
plusy
  • Świetnie poprowadzona, całkiem zaskakująca i naprawdę mocna historia
  • Dwójka różnych bohaterów to faktycznie dwa zupełnie różne style rozgrywki, z dwoma różnymi widokami
  • Doskonale wyreżyserowane, niemal hollywoodzkie przerywniki filmowe
  • Fantastycznie budowane napięcie
  • Momentami przepotężne poczucie lęku, zaszczucia i klaustrofobii
  • Spora różnorodność potworów i zafiksowane na pewnych czynnościach zombiaki
  • Klasyczne łamigłówki ukłonem w kierunku największych fanów serii
  • Fenomenalne udźwiękowienie, które potrafi zjeżyć włosy na głowie
  • Sporo dodatkowej zawartości do odblokowania i nawiązań do poprzednich odsłon serii
  • Wreszcie polska wersja językowa!
minusy
  • Dość nierówna oprawa wizualna (przynajmniej na XSX)
  • Trzymanie się dobrze znanych, choć trącących już myszką schematów nie każdemu może się spodobać
  • Miejscami można mieć wrażenie odgrywania znanych scenariuszy z pierwszych odsłon serii
  • Pewna nieliniowość rozgrywki może zapędzić nas w kozi róg, wywołując falę frustracji
ocena
9
/
10
Tech Mate - Znak Świetna Gra
Tech Mate - Znak Świetna Gra

Wiecie, ile lat liczy już sobie seria Resident Evil? W tym roku ta kultowa marka świętować będzie swoje 30-lecie! Wbrew pozorom legend tego kalibru zostało już niewiele. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że gracze wciąż nie mają jej dość, mimo że jak każda potężna seria i ona miewała swoje wzloty i upadki. Ostatnie lata można jednak uznać za jej renesans. W końcu dostaliśmy znakomite remake’i (ze świetnym Resident Evil 4 na czele) i naprawdę dobre kolejne odsłony głównego cyklu. „Okrągła” rocznica wymagała jednak czegoś specjalnego. Czegoś, co jednocześnie przypomniałoby nam początki Resident Evil i fenomenalnie budowałoby napięcie. Czegoś, co wracałoby do korzeni survival horrorów, czyli poczucia klaustrofobii i strachu. Czy Resident Evil Requiem ma w sobie to coś? Jak najbardziej. W tej grze jedna para gatek może nie wystarczyć. Paradoksalnie jednak, nie wszystkim może przypaść do gustu to, co tutaj zobaczą.

Pamiętacie jeszcze, czym próbowało szokować nas pierwsze Resident Evil w 1996 roku? W sieci krążyły wówczas informacje o wykorzystaniu przez twórców zeskanowanego oka prawdziwej zmarłej osoby, dla zwiększenia makabrycznego efektu. I choć wszystko to jest raczej „miejską legendą”, nie da się ukryć, że ta seria od zawsze balansowała na granicy survival horroru i makabreski. Resident Evil Requiem wydaje się jednak mieć z tym delikatny „problem”, bo owa granica niebezpiecznie przesuwa się tu w kierunku czystego sadyzmu.

Resident Evil Requiem recenzja

Niektórzy powiedzą pewnie, że bardziej dosadna brutalność w tej serii nie przeszkadza. Ba, nawet powinna taka być – w końcu żyjemy w czasach obsesji na punkcie realizmu, w którym nikogo nie dziwi już ani sprzedawanie swojej prywatności ani tym bardziej epatowanie przemocą w najdrobniejszych detalach. I choć z grubsza się z tym zgadzam, niektóre sceny Resident Evil Requiem wydały mi się pod tym względem lekką przesadą. Na szczęście ten tytuł potrafi też sugestywnie straszyć nawet niezmąconą ciszą.

Grace Ashcroft

Resident Evil Requiem – co to jest za gra?

Mogłoby się wydawać, że skoro coś nazywa się Resident Evil, to z automatu musi to być survival horror. W końcu z tego ta seria jest najbardziej znana. A jednak przez ostatnie lata Capcom tak mocno z nią eksperymentował, że można było mieć delikatne wątpliwości, co do tego, czym ostatecznie będzie Resident Evil Requiem. Na szczęście zapowiadana rewolucja w postaci głównej bohaterki – Grace Ashcroft, będącej „największym tchórzem” w całej historii tej serii, wyszła tej odsłonie wyłącznie na dobre. Dlaczego? Bo grając nią faktycznie cały czas towarzyszy nam rosnące poczucie osaczenia i bezsilności. Pod tym względem Requiem bliżej do rasowego horroru.

gra Resident Evil Requiem

Twórcy zastosowali tu zresztą ciekawą sztuczkę, przypisując do postaci Grace Ashcroft widok z pierwszej osoby. Można to zmienić, nawet na samym starcie gry, ale powiedzmy sobie szczerze – to właśnie ta konkretna perspektywa „tworzy” tu niezwykle gęstą, mroczną atmosferę. Tak sugestywnie buduje przy tym napięcie, że nie raz zdarzy się Wam podskoczyć tutaj na fotelu ze strachu. A wiecie co jest tutaj najlepsze? Że Resident Evil Requiem to „stary, dobry Rezydent” z myszkowaniem po pokojach, szukaniem przedmiotów, czytaniem dokumentów, zarządzaniem niewielkim ekwipunkiem i pilnowaniem kurczącej się amunicji. Dotyczy to jednak przede wszystkim części poświęconej Grace, bo przeskok do drugiego bohatera tej opowieści – Leona S. Kennedy’ego to już zupełnie inna para kaloszy.

Resident Evil Requiem Leon S Kennedy

Kiedy kierujemy Leonem, survival horror schodzi nieco na dalszy plan, ustępując miejsca przygodowej grze akcji. Bo choć i w tej części gry przeszukujemy otoczenie, zbierając różne przedmioty, znacznie więcej czeka nas dynamicznych i brutalnych starć z przeciwnikami. I to w perspektywie trzecioosobowej, niczym w Resident Evil 4 Remake. Niemal odpada tu problem z brakiem amunicji, kończącym się miejscem w ekwipunku czy koniecznością cichego przekradania się za plecami zombiaków. Leon to maszyna do eksterminacji nieumarłych, co w pewnym sensie rozładowuje stres nagromadzony podczas kierowania Grace Ashcroft. Bo jak pewnie wiecie fabuła Resident Evil Requiem niczym w hollywoodzkim blockbusterze płynnie przechodzi z jeden postaci na drugą.

Resident Evil Requiem

Resident Evil Requiem – ile trwa przejście gry?

Choć jeszcze przed premierą twórcy gry informowali, że przejście Resident Evil Requiem zajmuje około 15 godzin, realny czas gry jest nieco dłuższy. Szczególnie jeśli zależy nam na odkryciu wszystkich tajemnic i otwarciu wszystkich zamkniętych szuflad, sejfów czy przejść. Wymaga to bowiem częstego cofania się do już odwiedzonych miejscówek, z czego znane były zresztą i pierwsze odsłony tej serii. Tu dochodzi jednak jeszcze jeden dość specyficzny aspekt – pewna nieliniowość rozgrywki, która może być źródłem sporych frustracji.

Resident Evil Requiem rozgrywka Grace

Jak zwykle w tego typu grach część rzeczy jest oskryptowana – dochodzimy do pewnego momentu i aktywowana jest konkretna akcja. W Resident Evil Requiem tych punktów jest całkiem sporo i obejmują one nie tylko duże wydarzenia w grze, ale też pomniejsze sukcesy. Może się więc okazać, że po otwarciu niby mało znaczącego sejfu, zmieni się lokalizacja dużego przeciwnika, który nagle zaczyna patrolować zupełnie inne miejsce. Zdarzyło się też podczas ucieczki przed pewnym potworem (grając Grace przez większość czasu próbujemy bardziej unikać przeciwników niż z nimi walczyć), że niejako sam „wyłączyłem” sobie możliwość ukończenia tego etapu, bo potwór wyłączył mi światło w miejscu, w którym powinno się ono świecić. Efekt? Narastająca frustracja i… wydłużający się czas gry. Mój czas pierwszego przejścia to jakieś 20 godzin.

Resident Evil Requiem potwór

Fabuła Resident Evil Requiem, czyli dwie strony tego samego koszmaru

Jak zwykle w takich wypadkach, gdzie to właśnie intrygująca, opowiadana historia trzyma nas jak magnes przy telewizorze bądź monitorze, grzechem byłoby zdradzać wszystkie fabularne zawiłości Resident Evil Requiem. Ograniczymy się więc do zarysowania całej opowieści i sposobu prowadzenia narracji. Bo to właśnie ten ostatni element jest tu kluczowy. Grace i Leon, jako dwójka naszych głównych bohaterów, opowiadają własne historie, ale ich losy są ze sobą splecione. I co najlepsze, twórcy posługują się iście hollywoodzkimi sztuczkami, przekazując pałeczkę raz jednej, raz drugiej postaci, tak aby obie historie wzajemnie się uzupełniały.

Resident Evil Requiem czy warto

Wszystko zaczyna się od z pozoru mało znaczącego zdarzenia – wysłania Grace, młodej analityczki FBI, na miejsce znalezienia kolejnych, tajemniczych zwłok do hotelu Wrenwood. Dziwnym trafem to właśnie z tym miejscem związana jest przeszłość dziewczyny i jej tragicznie zmarłej matki. Na miejscu szybko okazuje się, że całe to zdarzenie nie było wcale przypadkowe. Pojawia się główny antagonista tej odsłony – doktor Victor Gideon, były naukowiec korporacji Umbrella, pracujący wcześniej nad Wirusem-T, który uprowadza dziewczynę do swojego kompleksu badawczego. W tym też momencie na scenie pojawia się też Leon Kennedy, którego na miejsce kieruje agencja DSO, zajmująca się walką z bioterroryzmem. I jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, chwilę później na ulicach rozpętuje się piekło.

Resident Evil Requiem opinie

Resident Evil Requiem opinia

To oczywiście tylko wstęp do całej tej mrocznej opowieści. Pojawi się w niej kilka wyjątkowych miejscówek, a także sporo nawiązań do pierwszych odsłon serii. I to takich konkretnych nawiązań, które niejako domykają dawne wątki, odpowiadając na wiele pytań z przeszłości. Niestety, by wyłapać niektóre niuanse, niezbędna będzie znajomość owych pierwszych gier. I pewnie dlatego Capcom zdecydował się wcześniej na remake’i Resident Evil 2 i 3. Zapytacie pewnie, czy da się grać bez tego? Jasne, tyle tylko, że opowiadana historia pozbawiona zostanie dodatkowej głębi. Szkoda trochę, że cała ta opowieść momentami dusi się pod ciężarem dziwnych skryptów i sztucznego rzucania nam kłód pod nogi.

Resident Evil nawiązania do poprzednich części

Resident Evil Requiem rozgrywka

Rozgrywka Resident Evil Requiem – między strachem, zachwytem i frustracją

Dwójka, jakże różnych bohaterów to nie tylko dwa różne style rozgrywki. To także dwa, dość skrajne oblicza gry. Z jednej strony możemy zachwycać się nad tym, jak sugestywnie ten tytuł potrafi straszyć, z drugiej zaś – trudno powstrzymać narastającą w nas frustrację, gdy czujemy, że twórcy nie do końca grają z nami fair. To oczywiście subiektywne odczucie, ale nie raz miałem wrażenie, że Resident Evil Requiem wymusza na mnie kolejne, zakończone fiaskiem eksperymenty, tylko po to by zbudować napięcie. A że we współczesnym, standardowym trybie gry gra zapisywana jest bardzo oszczędnie, kończyło się to koniecznością zaczynania od ostatniego, dość dalekiego zapisu i rosnącym podirytowaniem.

Resident Evil Requiem gameplay

Resident Evil Requiem Grace potwór

Siłą rzeczy problem ten dotyczy wyłącznie etapów Grace, w których każdy nabój jest na wagę złota, a niesiony ekwipunek jest wyjątkowo skromny. Co z tego, że z czasem „dostaniemy” tu dodatkowe bronie, specjalne sterydy czy specjalny aplikator z koagulatem krwi, który eliminuje zombiaki w widowiskom, wyjątkowo krwawym wybuchu. By je zdobyć nie raz przyjdzie nam zakląć pod nosem podczas próby cichego przekradania się za plecami przeciwników. Zombiaki nie grzeszą może tym razem szczególną inteligencją, ale gdy złapią Grace rozgrywka szybko potrafi mocno się skomplikować. Dość powiedzieć, że kilka razy zdarzyło mi się z frustracji rzucić pada i wyłączyć grę.

Resident Evil Requiem znajdowanie przedmiotów

Co ciekawe, po powrocie i wczytaniu zapisu bardzo często zdarzał się „cud” i gnębiące mnie zombiaki nagle znikały ze swoich dotychczasowych miejsc. Czy było to celowe? Trudno powiedzieć. Pomagało mi jednak przebrnąć przez etapy, gdy moja bohaterka nie miała absolutnie żadnej broni, a jedynym sposobem na popychanie fabuły do przodu było unikanie przeciwników i ciche przekradanie się między nimi. Pomagała w tym nieco fiksacja umarlaków na pewnych czynnościach. Byłe sprzątaczki impulsywnie reagują na krwawe „zabrudzenia”, pracownicy biurowi koniecznie muszą gasić światło, a byli pacjenci nie potrafią znieść jakiegokolwiek hałasu.

Resident Evil Requiem mapa ośrodka

Strzelanie w Resident Evil Requiem też potrafi być źródłem sporych frustracji. Znów dotyczy to przede wszystkim Grace, bo Leon w tej materii naprawdę wymiata. Wynika to oczywiście z przyjętego założenia, że młoda, przerażona bohaterka nie potrafi opanować emocji, przez co często zdarza jej się spudłować. A przynajmniej na początku, gdy próbujemy opanować podstawy. Nie oszukujmy się jednak, Grace to przede wszystkim eksploracja i rozwiązywanie zagadek logicznych. Niektóre otwierają nam kolejne przejścia, inne – odblokowują nowe schematy do tworzenia różnych przedmiotów.

Resident Evil Requiem Leon i toporek

Pod tym względem rozgrywka Leonem jest dużo prostsza. Więcej tu akcji, strzelania i machania toporkiem, który pomocny jest także podczas blokowania nadchodzących ciosów. W tych etapach możemy też wykorzystywać broń porzuconą przez przeciwników, co przydaje się podczas starcia z większą ich ilością. A jako że Leon to maszyna do zabijania, to jemu przypada eksterminacja najbardziej upierdliwych bossów.

Resident Evil Requiem - rozgrywka Leonem

Klimat, który widać i słychać, czyli oprawa audiowizualna Resident Evil Requiem

Już wcześniej Capcom pokazał, co potrafi ich silnik RE Engine. Najnowsza jego wersja wynosi jednak oprawę wizualną na wyżyny, choć nie we wszystkich aspektach. Fenomenalnie wyglądają przerywniki filmowe, z genialnie animowanymi twarzami bohaterów. Nieco gorzej prezentuje się grafika w samej grze. Owszem, projekty poziomów bywają genialne, ale już ich detale potrafią mocno odstawać. Widać to choćby w wiadrach pełnych zarażonej krwi (którą Grace wykorzystuje do tworzenia niektórych receptur), a także samym wyposażeniu poszczególnych miejscówek. Nie sposób nie pochwalić za to modelu obrażeń zadawanych naszym przeciwnikom. Dość powiedzieć, że jest bardzo brutalnie i krwawo – można odstrzelić zombiakom kończynę, pozbawić oka albo i całej głowy.

Resident Evil Requiem grafika

Resident Evil Requiem zagadka

Tak dosadna brutalność może i ma swoje uzasadnienie, ale to nie ona tworzy tutaj najbardziej sugestywny klimat. Twórcy postarali się, by cały czas towarzyszyło nam idealnie pasujące udźwiękowienie. Podczas cichego przekradania się między przeciwnikami słyszymy zatem przyspieszony oddech Grace, a gdy coś mignie nam w oknie, z jej ust potrafi wyrwać się stłumiony okrzyk strachu. Przemierzając korytarze ośrodka badawczego Gideona usłyszeć możemy nawet kierunek, skąd dochodzą kroki czy okrzyki zombiaków. To wszystko buduje absolutnie fenomenalną atmosferę, która nie raz zjeży Wam włosy na głowie.

Resident Evil Requiem klimat

Resident Evil Requiem – czy warto zagrać?

W zasadzie jest to pytanie retoryczne. Resident Evil Requiem to niemal doskonałe zwieńczenie 30-letniej serii i ukłon w stronę największych jej fanów. Jeśli czujesz się jednym z nich jest to pozycja absolutnie obowiązkowa. Pozostali też powinni świetnie się tutaj bawić… o ile tylko przymkną oko na pewne niedoskonałości. Pod względem klimatu Requiem nie ma jednak sobie równych. Śledzenie losów dwójki bohaterów jest niesamowicie satysfakcjonujące, szczególnie w późniejszych etapach gry. I nawet jeśli początkowo będziecie odczuwać frustrację, i tak tę grę skończycie. Ot, magia serii, dwójki świetnych bohaterów i doskonale opowiedzianej historii. Przygotujcie się tylko na mocną dawkę strachu, bo tym razem Capcom naprawdę dorzucił do pieca.

Resident Evil Requiem - Victor Gideon

Egzemplarz Resident Evil Requiem w wersji Xbox Series X na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie do jej polskiego dystrybutora – firmy Cenega.

Komenatarze

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Komentarze są dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników.
Logowanie lub darmowa rejestracja.

Zobacz też…

Najnowsze